A to mistyka!

Z encyklopediafantastyki.pl
Skocz do: nawigacji, wyszukiwania
A to mistyka!

Grzegorz Babula

Atomistyka.jpeg
Język oryginału polski
Forma zbiór opowiadań
Pierwsze wydanie 1988
I wydanie polskie 1988
Wydawca Iskry
Autor okładki Kazimierz Hałajkiewicz
Seria wydawnicza Fantastyka Przygoda
ISBN 83-2071-035-9


Zawartość zbioru

  • Adam i bogowie
  • Czekanie na cud
  • Dylemat
  • Dziad
  • Głupiemu radość
  • Klatka
  • Landrynki
  • Powód do rozwodu
  • Pożytek z żony
  • R.I.P
  • Resocjalizacja
  • Rondo
  • Szpital w centrum
  • Ściany malowane w obłoki
  • Wojna, panie!
  • Zawód: archanioł

Opis

Niewielką ilość stron skrzętnie wypełnia 16 opowiadań, liczących sobie od kilku do kilkunastu stron. Jedynie kilka z nich coś łączy – miejsce akcji i lokalna społeczność (Resocjalizacja i Rondo) lub bohater i typ narracji (Landrynki, Powód do rozwodu, Pożytek z żony, Klatka). Ponadto, wszystkie naznaczone są przewrotnym, trochę kpiarskim humorem, dystansem autora do tego, co pisze oraz eksploatowaniem znanych czytelnikom fantastyki naukowej pomysłów i motywów. Od razu jednak należy zaznaczyć, iż Babula używa ich w sposób niestandardowy, często wyszydzający je same, jakby bardziej zabawiał się z czytelnikiem, żartował ze znanych, wyeksploatowanych archetypów sci-fi. Zapoznawanie się z kolejnymi tekstami, może nie spowoduje serdecznego rechotu, lecz sprawi, że czytelnik uśmiechnie się pod nosem.

Pierwsze opowiadanie – Resocjalizacja (jak i dziejące się w tej samymi miejscu, ostatnie – Rondo) przywodzi mi na myśli Kroniki Jakuba Wędrowycza Andrzeja Pilipiuka. Tu też mamy małą wieś zwaną Litwą, niewielką, typowo peerelowską społeczność, klimat prowincji oraz wioskowego dziwaka imieniem Antoni Pajtuś zajmującego się okultyzmem, konstruowaniem dziwacznych machin oraz udomawianiem potworów rodem ze słowiańskiej mitologii. Jednak w skutek interwencji przedstawiciela lokalnej milicji, dziwak i wynalazca amator, zostaje resocjalizowany ze swej ignorancji i niewiedzy przez objazdowego docenta z misją dokształcania ludzi. Resocjalizowany, dodajmy, ze skutkiem śmiertelnym.

Kolejne – Landrynki (oraz powiązane z nim osobą narratora i bohatera trzy następne) znakomicie i przewrotnie zarazem eksploatuje motyw pierwszego kontaktu z obcą cywilizacją. Narrator jak i jego syn spędzają bezproduktywnie wakacyjne dni, czekając aż żona i matka zarazem weźmie urlop. Pewnego dnia syn jednak oznajmia, iż woli zostać w domu, niż wybierać się na codzienną przechadzkę po mieście. Niespodziewanie w pokoju malca pojawia się Smok Wawelski, postacie z bajek i różnorakich kreskówek. A wszystko to za sprawą pozaziemskiej cywilizacji i możliwości bardzo rzadkiego kontaktowania się z ziemianami. Na odchodnym zostawiają landrynki. Całe morze landrynek.

Następne – Powód do rozwodu także odnosi się do starego, poczciwego UFO. Żona narratora pewnego dnia przynosi zakupiony mimochodem, razem z innymi rzeczami, tajemniczy niezidentyfikowany przedmiot, nieznanego zastosowania. Gruntowne śledztwo przeprowadzone przez bohatera nie przynosi spodziewanych rezultatów. Dopiero rezolutny syn z pewnością w głosie stwierdza, że przedmiot służy do... Przekonajcie się sami!

Czwarte (Pożytek z żony) dowodzi trzech rzeczy, które wie każdy mężczyzna – nadmierna czystość szkodzi życiu, alkohol jest najlepszym rozwiązaniem na większość utrapień oraz mały rozmiar przynosi tylko sporo problemów...

Klatka jest typowym shortem z mocną, wyrazistą puentą. Właściwie trudno zakwalifikować to opowiadanie z racji jego dziwności. Na kilka dni wszystkie kolory na świecie zostają zamienione, jak w negatywie. Z tym porównaniem to nawet nie jest głupi pomysł...

Szpital w centrum przypomina bardziej tekst sztuki teatralnej niż opowiadanie. Mamy więc podział na role, dialogi, didaskalia. Całość natomiast, w moim osobistym odczuciu, jest prztykiem wobec prywatnego leczenia oraz kapitalistycznego podejścia do służby zdrowia. W dobie dzisiejszych problemów z nią, nawet całkiem aktualną przestrogą. Cóż człowiek mógłby zrobić, gdyby pozwalano mu na swobodne operowanie swymi organami, w dosłownym tego słowa znaczeniu? A jakież zagrożenia by to niosło, jakież możliwości oszustwa i wykorzystania człowieka, zredukowania go niemal do pomocy naukowej?

Narracja opowiadania Wojna, panie! jest przykładem wyśmienitej stylizacji językowej. Idealnie został przedstawiony sposób mówienia ciemnego chłopa z zabitej dechami wsi, subiektywnie relacjonującego wydarzenia z okolicy. W pewnym królestwie wybucha wojna między lokalnymi panami. Nie byłoby w tym nic dziwnego, gdyby nie to, że nikt nie wie, co to są konflikty zbrojne, a chłopi odstawiają raczej farsę niż porządną wojaczkę, byle tylko zadowolić jaśnie panów, a samemu przy tym nie ucierpieć. Dlaczego jednak wybuchł konflikt? A pewnego dnia z nieba przylecieli tacy jedni, co się astronautami nazywali, i zaczęli opowiadać niestworzone historie...

Ósme opowiadanie – Czekając na cud – relacjonuje historię podróży narratora, jaką odbył na skutek awarii powszechnego środka transportu przyszłości. Trafia do miejsca, które swą absurdalnością zadziwiłoby fanów Monthy Pythona. Jak się okazuję, cała sprawa jest jeszcze bardziej zagmatwana, a jedyną szansą na zrozumienie takiego stanu rzeczy jest zrozumienie idei niemożliwego. Idei cudu.

Tekst Zawód archanioł nie zachwycił mnie. Opowiada o typowym racjonaliście, który za sprawą swej maszyny czasu, przenosi się do biblijnego edenu, gdzie spotyka kilka znanych powszechnie osób, dokonuje udanej próby zmiany przyszłości, a także spotyka najwyższego. A właściwie Najwyższego. Na plus warto zaznaczyć jego kreację. Bowiem w którym opowiadaniu można przeczytać, że Bóg jest wyluzowanym starym dziaduniem, który wygnał ludzi z raju tylko dlatego, że podwędzili ostatnie jabłko z jego ulubionego drzewka?

Kolejne opowiadanie o enigmatycznym tytule Ściany malowane w obłoki jest prawdziwą perełką w tym zbiorze, trudnym w kwalifikacji tekstem, napisanym z dużym dystansem, a przy tym polotem. Co byś powiedział, czytelniku, gdyby twój świat okazał się znacznie mniejszy, niż mogłoby ci się wydawać? Co byś powiedział, gdyby nagle horyzont i sklepienie niebieskie były twardsze od stali? I w końcu, co byś powiedział, gdyby okazało się, że cały twój świat jest tylko błahą wprawką do stworzenia przez demiurga czegoś znacznie większego?

Dylemat to po raz kolejny humorystyczna próba odpowiedzenia o kontaktach między cywilizacjami. Pionierski statek kosmiczny mknie przez kosmos, nawiązując intratne dla Ziemi kontakty handlowe z mieszkańcami innych planet. Jednak na jego pokładzie nie wszystko idzie jak po maśle. Bo jak wytłumaczyć nagłe pojawienie się hordy zwierząt hodowlanych przy jednoczesnym zniknięciu z magazynów całego mięsa? I co z tym wszystkim, u ciężkiego licha, ma wspólnego nieznana przyjazna cywilizacja kosmitów, oferująca nieśmiertelność?

Wiele książek opisuje kultury obcych, ich zwyczaje, dokonania, filozofię, podejście do życia. Czytając R.I.P. dowiesz się, drogi czytelniku, jak pokrętnymi ścieżkami mogą chodzić umysły kosmitów, jeżeli w grę wchodzi pochówek i życie pozagrobowe, zwłaszcza jeśli obsłużyć cię mogą wykwalifikowani pracownicy międzygalaktycznego zakładu pogrzebowego. Uzmysłowisz sobie także, że istnieje wiele definicji dziwności.

Short zatytułowany Dziad jest w całości monologiem właściciela robota. Ukazuje całą gamę odczuć, jakie udzielają się narratorowi, który ponadto bezrefleksyjnie uczłowiecza robota, nadając mu cechy typowo ludzkie. Opowiadanie jest takie sobie, choć puenta jest przewrotna i wyrazista, ironiczna, kpiarska.

Czternaste opowiadanie – Głupiemu radość – przypadnie do gustu każdemu uczniowi. Opisane są w nim bowiem skutki nadmiernego przyswajania wiedzy, rozwijania nauki, a także ogólnego dostępu do szkolnictwa wyższego. Autor z charakterystyczny dla siebie dystansem wysuwa teorię, jakoby zbyt duża mądrość działała na mózg niekorzystnie. Wywoływałaby mianowicie sprzężenie zwrotne w naszym umyśle, niczym wymioty po spożyciu znacznych ilości alkoholu. Przesycony wiedzą mózg dokonuje w pewnym momencie gwałtownego oczyszczenia, czyniąc nawet najmędrszych naukowców głupcami. Mało tego – proces ten jest cykliczny w dziejach cywilizacji i dotyka każdego człowieka, na sam koniec zostawiając sobie totalnych idiotów...

Przedostatni tekst – Adam i bogowie – jest podobnie jak Szpital w centrum czymś przypominającym bardziej tekst sztuki niż typowe opowiadanie. Głównymi bohaterami są dwa komputery ze złożoną sztuczną inteligencją (nazwane prze autora jakże enigmatycznie Komputerem A oraz Komputerem B). Pierwszy stworzył drugiego z nudów i samotności. Czas upływa im na graniu w karty oraz kłótniach. Ludzkość wyginęła. No, prawie, bowiem pewnego dnia na Ziemię przybywa człowiek – astronauta wysłany w kosmos wiele lat wcześniej (kłania się tutaj paradoks bliźniąt Einsteina). Komputery postanawiają na nowo zaludnić Ziemię, wykorzystując do tego jedynego ocalałego człowieka. Tak się jednak składa, że czerpią swą wiedzę z niewłaściwego źródła – zbyt dosłownie interpretują pewien cytat z Biblii...

Czytając ostatnie opowiadanie pod tytułem Rondo, kląłem. Zazwyczaj powtarzały się frazy typu "motyla noga, dlaczego ja na coś takiego nie wpadłem?" oraz "a niech to gęś kopnie, dlaczego nie zrobiono z tego powieści?" Jest świetne, obok Ścian malowanych w obłoki, najlepsze w całym zbiorze. Tekst porusza zagadnienie pętli czasowej, dodając do tego sprawdzony motyw przybyszów z innej planety. Wieś Litwa zostaje odcięta od świata w osobliwy sposób. Od kilku miesięcy cały czas trwa ten sam, jeden dzień. Czas i przestrzeń wydają się wariować – nikt nie może opuścić wsi (każdy kto udaje się poza jej granice, pojawia się w przeciwległym krańcu mieściny), a na niebie świecą dwa słońca – gdy jedno wschodzi, drugie zachodzi. Ponadto zmarli wstają z grobów, a po okolicy włóczą się postacie z innych epok. Ba! Na polu jednego z rolników pojawia się najprawdziwszy szlachecki dworek. Na dodatek ktoś bez przerwy kradnie sznury do wieszania bielizny. Oj, ciężkie życie ma sołtys Litwy – jedna z nielicznych osób, które pragnie jakoś wydostać się z matni...

A to mistyka! to książka ciekawa, lecz daleki jestem od śpiewania hymnów pochwalnych na jej cześć. Pod względem warsztatu i języka niczego nie można jej zarzucić, ani też nie ma za co ją chwalić (no, może poza Wojna, panie!). Jest to kawał porządnego czytadła, którego styl jest poprawny, zwykły, pozbawiony wybitności, lecz jednocześnie ani trochę nudny czy sztampowy. Co innego warstwa merytoryczna – tutaj książka broni się na całej linii. Czytelnik nie uświadczy tu karkołomnych pościgów, strzelanin, wyrazistych postaci czy nagłych zwrotów akcji. Mimo to teksty są intrygujące, napisane z dużym dystansem i, co najważniejsze, kipiące nienachlanym, inteligentnym humorem zawartym w dialogach i opisach. Oraz zawierają sporo porcję logiki, mimo absurdalności niektórych opisanych sytuacji.

Osobiste
Przestrzenie nazw
Warianty
Działania
Nawigacja
Narzędzia
Pomoc
Szablony